Opublikowano: 23.01.2026 13:13
Od dziecięcej pasji do prototypu - rewolucyjny rower suwnicowy Łukasza Beresia
Inspiracją do stworzenia rewolucyjnych rozwiązań często są codzienne problemy. Tak było w przypadku Łukasza Beresia, doktoranta na Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa PW, który stworzył pojazd z napędem suwnicowym. Pomysł na pojazd, który łączy cechy roweru, samochodu i siłowni, powstał w odpowiedzi na problemy z... dojazdem na uczelnię!
Pojazd z napędem suwnicowym działa jak rower: wsiada się i jedzie, używając siły mięśni, przy czym nie pedałujemy jak na rowerze z okorbowaniem, a wyciskamy suwnice - dokładnie tak, jak na siłowni. Aby uruchomić pojazd potrzebny jest kluczyk do odblokowania układu hamulcowego. Sterowanie pojazdem nieco przypomina jazdę samochodem. Odczucia z prowadzenia pojazdu są chyba najbardziej zbliżone do jazdy gokartem, siedzi się dość nisko i pojazd jest bardzo stabilny, ciężko o wywrotkę. Pojazdem może jeździć zasadniczo każdy, tak jak rowerem, nie ma żadnych ograniczeń wiekowych, nawet dziecko może jeździć o ile sięgnie do płyty naciskowej napędu suwnicowego.
Inspiracja z życia wzięta
Twórca pojazdu - nasz doktorant Łukasz Bereś - pojazdami, majsterkowaniem i ogólnie maszynami interesuje się od dziecka. Pomysł na stworzenie pojazdu suwnicowego przyniosło życie.
– Taka silna potrzeba stworzenia lekkiego, zabudowanego pojazdu pojawiła mi się w 2013 roku, jak borykałem się z finansami w okresie studiów na Politechnice Rzeszowskiej. Musiałem zdecydować, czy wynajmować pokój w Rzeszowie, czy dojeżdżać z miejscowości oddalonej o około 34 km, a komunikacja była koszmarna, więc alternatywą był samochód, ale to było dość kosztowne. Pomyślałem sobie wtedy, że gdyby istniał zabudowany, czterokołowy motorower z silnikiem spalinowym od np. Simsona, dwukołowego motoroweru, to by mi dojazd najtaniej wychodził – wspomina Łukasz Bereś, doktorant z Wydziału Mechanicznego Energetyki i Lotnictwa PW.
Pomysł sukcesywnie się rozwijał i w pewnym momencie został pojazd przemianowany na elektryczny czterokołowiec lekki, kategorii L6e - ten pojazd doczekał się prototypu. Następnie, borykając się z kosztami homologacji takiego pojazdu, autor zrobił zwrot w kierunku roweru i wówczas wymyślił napęd suwnicowy. Kolejnym krokiem był drugi prototyp - trzykołowy rower wyposażony w napęd suwnicowy.
– Równolegle robiłem doktorat z napędu suwnicowego, aby wykazać jego przewagi nad okorbowaniem – zrealizowaliśmy dwa projekty badawcze dotyczący tej tematyki. Następnie powstał trzeci prototyp tj. czterokołowy „rower suwnicowy” w ścisłej współpracy z Politechniką Warszawską – to był trzeci projekt zrealizowany na Uczelni. Od pierwszej myśli koncepcyjnej upłynęło 13 lat. Budowa każdego kolejnego prototypu zajmowała zawsze około 1 miesiąca (20 dni roboczych), ale faza projektowania i przygotowania trwały latami – dodaje autor pojazdu.
Zasadniczo cały prototypowy pojazd jest zrobiony od zera. To długi proces. – Zadaję sobie setki pytań jak udoskonalić projekt i badam w głowie czy te nowe kierunki rozwoju są dobre. Jak tak to idę dalej. Jak powstaje jakieś trudne pytanie to robię eksperymenty potwierdzające lub obalające tezy i idę dalej. Punkty zwrotne są wtedy, jak robię finalny projekt i buduje cały pojazd. Podczas testów widzę, jak zachowuje się cały system - wtedy robię dużo notatek z spostrzeżeniami co można poprawić i proces się powtarza. Obecnie jestem na poziomie, że widzę każdy możliwy scenariusz rozwoju tego typu pojazdów. To idealna sytuacja, bo już mnie nie męczy przeszukiwanie tej złożonej przestrzeni rozwiązań, widzę wszystkie warianty tych pojazdów, które mogą być wykonane w różnych technologiach, co uwolniło mi zasoby mentalne i teraz mogę bardziej się skupić na sprawach wdrożeniowych, rozmowach z potencjalnymi klientami i modyfikacjami pojazdów pod kątem indywidualnych potrzeb użytkownika – podkreśla Łukasz Bereś.
Każdy kolejny prototyp tą są lata pracy i analiz. Sporo czasu zajmuje też kompletowanie części - jak już ma się listę dostawców, to szybko idą sprawy. Z obecnymi doświadczeniami każdy kolejny projekt może powstawać coraz szybciej, dzięki syntezie wiedzy zdobywanej latami. Jak się ma projekt i części, to zostaje sam montaż, co już jest łatwe i szybkie - jak mamy obserwatora z zewnątrz to wydawać się może, że jednego dnia nie ma nic, a za 20 roboczych dni jest gotowy w pełni funkcjonalny pojazd. Jakby włożyć więcej wysiłku w technologię, to można znacznie zredukować czas montażu.
– Tak bezpośrednio w pracach projektowych to zasadniczo niemal zawsze działałem sam - ten proces to wielka liczba samodzielnych decyzji. Nie lubię za bardzo dodatkowych osób w procesie projektowym, bo liczba decyzji do podjęcia jest ogromna, a każdy rozmowa wydłuża czas kolejnych decyzji i proces może trwać maksymalnie długo. Proces jest bardzo trudny, zjada duże zasoby, wiele wątków trzeba pamiętać i jak ktoś wejdzie z rozmową w trakcie tego zabiegu myślowego, to myśl rozpada się na małe kawałeczki, jak domek z kart. W tym procesie lubię absolutną ciszę. Nie mniej jednak jak coś zrobię, co nadaje się do pokazania, to często testuje reakcje ludzi na to jak się zapatrują na nowe dzieło, często spisuję uwagi i są one dla mnie wskazówką – mówi nasz doktorant.
– Od 2013 roku testuję ten koncept pojazdów na różnych osobach, które często przypadkowo spotykam w życiu. Przez wiele lat ktoś dorzucał jakiś nowy wątek lub myśl, ale dziś już coraz rzadziej zdarza się coś nowego - widzę, że struktury myślowo-koncepcyjne się powtarzają. Podczas prac nad ostatnim prototypem bardzo dużo było rozmów z kolegami i koleżankami, pracownikami z Politechniki Warszawskiej zaangażowanymi w projekt roweru suwnicowego - to był duży skok rozwojowy. W tym działaniu przy PW udało mi się porozmawiać z bardzo dużą liczbą ludzi i zebrać szeroką odpowiedź zwrotną – zaznacza Łukasz Bereś.
Dwa pierwsze prototypy nasz doktorant sfinansował samodzielnie w ramach swojej działalności gospodarczej. Jak mówi, to był początkowo wyłącznie jego własny pomysł, który chciał zrealizować. Gdy pojawił się wynalazek napędu suwnicowego, pojawiła się potrzeba zbadania tego napędu na tle okorbowania - wtedy Łukasz Bereś zaczął robić doktorat i badania na naszej Uczelni. Obecnie zrealizowano 3 projekty badawcze: dwa dotyczące samego napędu suwnicowego oraz jeden roweru suwnicowego.
– Pojazd wraz samym napędem jest mocno zabezpieczony patentami. Kilka kluczowych pomysłów, patentów opracowałem prywatnie na długo zanim zacząłem działać na Politechnice Warszawskiej, pierwsze wspólne badania finansowałem z prywatnych środków i realizowałem w dużej mierze własnymi zasobami. Jak zaczęliśmy badać temat pojazdów i samego napędu w ramach mojej pracy doktorskiej na Politechnice Warszawskiej to opracowaliśmy kilka patentów w tym obszarze. Zabezpieczona jest sama koncepcja pojazdu, gwarantująca tak wysoki poziom kompaktowości pojazdu. Jest zabezpieczona na wiele sposobów metoda przenoszenia napędu z suwnicy na koło pojazdu drogowego, jak i na turbinę w pojeździe wodnym. Są zabezpieczone różne rozwiązania podnoszące osiągi napędu suwnicowego - wyjaśnia Łukasz Bereś.
Wyzwania?
Problemów na przestrzeni lat było wiele i przybierały one różne formy, ale krok po kroku autor stara się je rozwiązywać i kolejne pojazdy wyglądają coraz lepiej. Proces projektowania to bardzo złożony proces, jest wiele decyzji do podjęcia - trzeba się dużo edukować, aby sprawy szły do przodu. Proces projektowania i tworzenia jest czymś, co matematycy nazywają optymalizacją w przestrzeniach wielowymiarowych. – Takim największym wyzwaniem dla mnie było zrozumienie, jak poruszać się w tych złożonych strukturach. Ludzki mózg ma ograniczoną ilość zmiennych, jakie może analizować naraz, więc jest potrzeba stosowania specjalnych trików mentalno-matematycznych, jak chce się iść w dobrym kierunku. Każdy wie, że chcemy mieć ładny, lekki pojazd, zużywający mało energii i do tego tani - to coś w rodzaju celu, który chcemy osiągnąć, ale często nie wiadomo do końca, jak on wygląda i czy to już ta ostateczna forma. Problem jest taki, że do osiągnięcia tego nie do końca znanego celu istnieje setki tysięcy dróg, różne technologie są do wyboru, a przy tym mamy ograniczenia czasowe i finansowe - znajdowanie tych dróg jest wyzwaniem – tłumaczy autor pojazdu.
Złożony i wymagający projekt przyniósł mu jednak również dużo radości. – Od zawsze lubiłem zagadki logiczno-matematyczne, więc ten proces optymalizacji w przestrzeniach wielowymiarowych daje mi dużą satysfakcję. Po za tym lubię rysować, przy pojazdach mam możliwość się wykazać. Sporo satysfakcji daje mi myśl, że pracuję nad czymś, co jest nieznane. Od dziecka lubiłem majsterkować i coś tworzyć, przy tych pojazdach mogę rozłożyć skrzydła, ostatnie konstrukcję wyglądają coraz lepiej i to mi daje dużo radości. Tak najbardziej to satysfakcjonuje mnie chyba myśl, że jakby doszło do masowej produkcji i byśmy maksymalnie zeszli z ceną, to takie pojazdy mogą zaoszczędzić wiele czasu i energii ludziom na całym świecie, to może uwolnić wielki potencjał nowych możliwości.
Czy pojazd trafi do sprzedaży?
Jak mówi autor, obecnie zbiera środki na kolejną fazę projektu, jaką jest pilotażowe wdrożenie. W kolejnym kroku chce dokonać sprzedaży licencji lub pojazdów, aby mieć pewność, że ktoś chce kupić te rozwiązania. – Jeśli z tym, co mamy, nie uda mi się, to będę ostrożny z wydatkowaniem środków. Prawdopodobnie powstaną dwie spółki: „spółka 1” technologiczna trzymająca całe IP i patenty, na zasadzie banku wiedzy i „spółka 2” operacyjna, gdzie będzie produkcja, a wiedza będzie czerpana na zasadzie licencji z „spółki 1”. Duże jest ryzyko operacyjne „spółki 2”, więc myślę o takiej strukturze w celach bezpieczeństwa – przewiduje Łukasz Bereś.
– Ten projekt dopiero się zaczyna. Rowery suwnicowe i lekkie czterokołowce z kategoriia L6e, ogólnie koncepcja małych zabudowanych pojazdów zasadniczo jednoosobowych, to przyszłość. Rower suwnicowy moim zdaniem zaczyna nową erę transportu osobistego na krótkich dystansach - według mnie ten pomysł wyewoluuje w różnych kierunkach, tak jak to zrobiły samochody: dostawczy, kombi, terenowy, czy rowery 2-kołowe: górski, miejski, składak, zjazdowy. Na komputerze mam sporo wizualizacji, w jakim kierunku może rozwijać się ten pojazd. Moim zdaniem sprawdzi się on w miastach - po co używać 1,5 tonowego pojazdu, aby przewieźć osobę o średniej masie 75 kg, jadąc powoli ze względu na korki i ograniczenia prędkości? To duża nieefektywność. Sprawdzą się również w małych miejscowościach - po co kupować samochód lub iść na przystanek autobusowy na nogach i czekać na nim, jak można samemu ruszyć w podróż spod domu? Oczywiście jak ktoś ma przystanek pod nosem to może obalić tę wizję korzyści, ale nie przy każdym domu jest przystanek, i nie każdy kolejny autobus odjeżdża za minutę. Chodzi o pokazanie ogólnych koncepcji, gdzie takie pojazdy mogą realnie zmienić codzienne życie. Oszczędności czasu przejazdu z miejsca A do B, a także oszczędności energii zużywanej na transport na krótkich dystansach będą ogromne, przy komforcie znanemu nam z powszechnych samochodów osobowych – prognozuje Łukasz Bereś.
– Myślę, że wcześniej czy później ten typ pojazdów stanie się tak łatwo dostępny, jak rower 2-kołowy i dosłownie każdy „zwykły obywatel” będzie sobie mógł pozwolić na taki pojazd. Dla mnie sukcesem będzie, jak taki pojazd będzie można kupić za 1 lub 2 minimalne krajowe pensje. Wiadomo, aby to osiągnąć wymaga to zbudowania skali, ale co do zasady myślę, że osiągniemy taki punkt. Funkcjonalnie już za wiele nie da się poprawić w tym pojeździe. Aranżacja wnętrza jest bardzo dobra. Równolegle hobbistyczne główkuję nad odchudzeniem roweru suwnicowego. Aluminiowa rama jest wyżyłowana do granic wytrzymałości i myślę nad stworzenie roweru suwnicowego w technologii laminatów – z ultralekką ramą i pięknymi opływowymi kształtami – dodaje twórca pojazdu suwnicowego.
Autor ceni każdą opinię i zdanie, bo to buduje pełny obraz zagadnienia. – Jakbym miał tak z imienia nazwiska wymienić osoby o największym wkładzie w ten projekt to ta lista wyglądałaby następująco: Barbara Bereś, prof. Paweł Pyrzanowski, Marcin Obszański, Jacek Marcinowski. Dodatkowo myślę, że warto wspomnieć o takich osobach jak: Sebastian Gaś, Andrzej Kochański, Hanna Sadłowska. Bardzo cenię liczne kontakty z zespołem CINN PW. Mam w głowie wiele imion i nazwisk osób, które wniosły wiele dobrego i pomogły, ale nie sposób tutaj wymienić, myślę, że ze 100 osób spokojnie by się znalazło na tej liście – podsumowuje Łukasz Bereś.
Podobne tematy: